zawodówka zaocznie Poznań

Katalog wyszukanych fraz

Australia, ostatni brzeg

Temat: Życie bez matury
http://praca.wp.pl/kat,18453,title,Zycie-bez-matury,wid,9921880,wiadomosc.html?ticaid=15d85



O tym, że brak matury poważnie ogranicza możliwości na rynku pracy, nikogo nie trzeba przekonywać. Zastanawiamy się jednak, gdzie i za ile pracują osoby bez matury. Zapytaliśmy kilku pracowników, którzy nawet nie podchodzili do egzaminu. Ciekawi nas jakie jest wasze zdanie na ten temat - czy brak matury to dyskwalifikacja na rynku pracy?

Adam Kiedrowski, taksówkarz z Gdańska, ma 48 lat.
- Nie zdawałem matury, mam tylko wykształcenie zawodowe. Przez kilka lat byłem rybakiem na kutrze, potem wyemigrowałem. W Niemczech robiłem właściwie wszystko, sprzedawałem hot-dogi, sprzątałem biura. Wróciłem do Polski i od 15 lat jestem taksówkarzem. Moje zarobki oscylują wokół średniej krajowej. Są miesiące, że zarabiam dwa razy lub trzy razy więcej. Jestem zadowolony. Właściwie nigdy nie żałowałem, że nie mam matury. Gdy chodziłem do szkoły, maturę zdawały osoby, które pochodziły z zamożniejszych domów. Mnie po prostu nie było stać na to, by nie pracować.

Michał Karpiński, tczewianin, ślusarz, montuje kabiny prysznicowe, które są wykorzystywane np. na statkach, ma 22 lata.
- Ukończyłem zawodówkę i zrobiłem jeszcze technikum zaocznie. Do matury nie podchodziłem. Nie jest mi do niczego potrzebna. Zarabiam miesięcznie ponad 2 tys. zł. Pracuję po 12 godzin, również w nocy. Praca jest szkodliwa dla zdrowia. Na razie jestem zadowolony z pieniędzy, ale boję się, że na dwóch tysiącach moja pensja się zatrzyma. Niestety nie mam jak dorobić, bo pracuję właściwie na okrągło. Jak znajdzie się coś lepszego, to może zmienię pracę.

Ewelina Mokwa, kelnerka w klubie nad morzem, ma 25 lat.
- W sezonie jestem w stanie zarobić nawet 5-6 tys. zł miesięcznie. Oczywiście dzięki napiwkom. Zimą jest gorzej. Szef płaci mi miesięcznie 1500 zł, mam etat. Jestem nie tylko kelnerką, ale też sprzątam klub, zamawiam towar. W sezonie pracuję dwa razy więcej. Żałuje, że nie mam matury. Czuję się gorsza. Gdybym miała maturę, poszłabym na studia i nie musiałabym nosić piw po 15 godzin na dobę. Chciałabym rzucić tę pracę, ale nie znajdę niczego lepszego.

Ireneusz Gadoś, ma firmę pod Poznaniem, handluje węglem, ma 55 lat.
- Nie wyobrażam sobie, żeby moje dzieci jej nie zdały. Pochodzę z ubogiej, wielodzietnej rodziny i właściwie pracuję odkąd pamiętam. Mojej rodziny nie było stać na wysłanie mnie do szkół. Gdy już miałem firmę, nie miałem czasu na naukę. Firma przynosi dochody, stać mnie na dostatnie życie. Kupiłem też domy i auta moim dzieciom. Wiem, że gdybym miał maturę i był młodszy, byłoby mi dużo łatwiej. Brak wykształcenia to ogromna bariera, do wszystkiego trzeba dochodzić dłużej i bardziej mozolnie.

Edyta Bogacka, ekspedientka w sklepie spożywczym w Płocku, ma 23 lata.
- Zrobię maturę wieczorowo i pójdę na studia, bo nie chce całe życie stać za ladą. Mam na rękę niecałe 800 zł. Co to za życie.

Anna Nadolska, fryzjerka w krakowskim salonie, ma 20 lat.
- Pracuję od dwóch lat, ciągle się uczę, zarabiam 1600 zł miesięcznie. Lubię swoją pracę, spełniam się w niej. Wiem, że w tym zawodzie można dużo zarobić. Może kiedyś pomyślę o maturze, na razie jakoś specjalnie nie jest mi potrzebna.

Ewa Jabłońska, szefowa firmy sprzątającej biura w Warszawie, ma 35 lat.
- Nie zrobiłam matury. W moim przypadku matura to by była strata czasu. Nigdy nie miałam głowy do nauki. Oczywiście zazdroszczę osobom, które kształcą się, znają się na polityce, czy władają językami obcymi. Ja zrobiłam tylko zawodówkę i to o profilu odzieżowym. Przeprowadziłam się do stolicy. Pracowałam jako sprzątaczka za grosze. Po kilku latach okazało się, że jest zapotrzebowanie na sprzątaczki. Znałam rynek, miałam stałych klientów, dlatego założyłam małą firmę. Zatrudniam trzy osoby, sama też pracuję. Początki były ciężkie, powoli wychodzę na swoje. Dziś wiedzie mi się naprawdę nieźle.

Adam Czubiński, stróż parkingowy w Wrocławiu, ma 53 lata, pracuje na pół etatu.
- Byłem górnikiem i zarabiałem całkiem dobrze. Ale trochę podupadłem na zdrowiu i niestety musiałem zmienić profesję. Trochę mi jeszcze zostało do emerytury i muszę to przeczekać. Niestety zarobki stróża są opłakane, mam na rękę niecałe 400 zł miesięcznie.
not. Krzysztof Winnicki
Źródło: filozofianauwm.fora.pl/a/a,130.html



Temat: Zalewa nas fala magistrów

Dziś każdy może mieć wyższe wykształcenie. W tym roku czeka polskie uczelnie następna fala tych, którzy dzięki umiejętności odróżnienia Zosi od Telimeny, zostaną dumnymi posiadaczami indeksów. Pytanie tylko: po co?

Jeszcze przed wojną wystarczyła matura, aby być uważanym za wykształconego. Tyle, że zdanie tego egzaminu wymagało znajomości łaciny i trygonometrii. W PRL na wyższe uczelnie ruszyła fala dzieci robotniczych i chłopskich, które dzięki bezpłatnej edukacji i całemu systemowi stypendiów mogły zdobyć wyższe wykształcenie. Jednak w dalszym ciągu studiowanie było zajęciem elitarnym, przeznaczonym dla osób, które przeszły sito rekrutacji. Historia sztuki, psychologia czy egzotyczne filologie – na wielu kierunkach było mało miejsc i tak trudno było się na nich utrzymać, że absolwenci stanowili prawdziwą elitę.

A dzisiaj? Co kieruje ludźmi, którzy studiują marketing i zarządzanie w Iksinowie Dolnym? Albo stosunki międzynarodowe w Wyższej Szkole Tego i Owego? Przecież dla wszystkich nie wystarczy pracy zgodnej z kwalifikacjami – nawet jeśli rzeczywiście nauczą się czegoś na tych kiepskich uczelniach. Czy nie lepiej po prostu, żeby zostali dobrymi murarzami albo elektrykami? Dlaczego koniecznie muszą być magistrami? Nie zarobią wcale więcej niż koledzy po szkołach zawodowych, ale prawie zawsze są przekonani, że mają wysokie kwalifikacje i powinni zajmować wysokie stanowiska. W tym mniemaniu utwierdzają ich rodzice, którzy sami często nie zdali matury, ale wypruwają sobie żyły, by dziecko mogło skończyć zaoczną pedagogikę. Myślą, że to krok do lepszego życia. Czy tak jest naprawdę?

Lilka (21 lat, studentka spod Rzeszowa):

- Z mojej klasy w ogólniaku studiują wszyscy. Większość zaocznie, w najbliższym mieście wojewódzkim. Nie stać nas na studia w Warszawie czy Poznaniu, i tak w tygodniu pracujemy. Ja jestem na administracji. Chciałabym pracować w urzędzie gminy. No nie wiem, czy się dostanę, wiadomo, że to praca po znajomości. Jak się nie uda, pojadę do Anglii. Tam raczej nie dostanę pracy w zawodzie, no wiem przecież. Może zrobię kurs na sekretarkę, jakby co. Starsza siostra też skończyła studia, pracuje w kwiaciarni. Jednym z warunków przyjęcia było wyższe wykształcenie, nie myśl sobie. Właścicielka jest po zawodówce.

Wojtek (23 lata, student ze Śląska):

- Teraz to żałuję, że nie poszedłem do technikum. Miałbym fach w ręku. Moja mama po liceum dostała zaraz pracę w księgowości, chociaż wcale się na tym z początku nie znała. Ale miała maturę, więc uznano, że się wszystkiego szybko nauczy. Dziś by ją wyśmiali. Ja studiuję zaocznie politologię, pracuję w markecie. Mam już licencjat. Szybko się nauczyłem, ale obsługi kasy. Jak skończę magisterkę, to może mnie awansują.

Maria (49 lat, nauczycielka z małego miasta):

- Patrzę na moich uczniów i nadziwić się nie mogę. Dziś każdy jest bardzo mądry, albo przynajmniej mocno o swej mądrości przekonany. Uczyłam rodziców niektórych z nich i wiem, że to nie kwestia genów. Po co większości z nich studia? Pojęcia nie mam. Z jednej strony, bardzo się cieszę, że mają ambicję, nie boją się marzyć. W latach osiemdziesiątych często nawet zdolni uczniowie „szli na murarza”, bo bali się wyściubić nos poza swoje miasteczko. Dzisiaj jest odwrotnie – każdy chce studiować, jakby bycie fryzjerką czy krawcową było czymś wstydliwym. Może kiedyś to się wyrówna i będzie normalnie. Zdolni na studia, reszta do nauki zawodu. Może wtedy w moim mieście będzie wreszcie jakiś dobry mechanik.

A wy co o tym myślicie? Po co nam właściwie ci wszyscy magistrowie?pod tym komentarzem sie podpisuję.



zródło
http://www.kafeteria.pl/p...kt.php?id_t=956



artykuł bardzo ciekawy pokazujący jak bardzo obniża się znaczenie dyplomu magistra

Zachęcam do dyskusji jak równiez do przegladniecia komentarzy.Są równiez ciekawe


Magister, Licencjat - to są tylko puste słowa - gdy nie ma popracia w wiedzy i umiejętnościach. Ktoś kto ma coś więcej pod kopułą niż tylko wczoraj wypite piwo - nie będzie obnosił się ze swym wykształceniem, ale ze swoją wiedzą (bądź co bądź - nie zawsze idzie to w parze). Moja ścieżka edukacyjna była - chyba najdłuższa jaką można sobie załatwić( nie licząc tych co lubią powtarzać roczniki): podstawówka, zawodówka (sic.), technikum, studium policealne, studia licencjackie i w końcu uzupełniające magisterskie. Na koniec każdego etapu zawsze się zastanawiałęm czy starczy, czy może zrobić krok dalej. Jak widać tych kroków ciut zrobiłem i nie żałuję żadnego z etapów mojej nauki - dzięki temu nabrałem respektu dla ludzi - doświadczenia. Dzięki temu wiem, że specjalistów nie robią tytuły czy inne mgr. przed nazwiskiem. Wiem, że nie jeden Pan Stasiu po zawodówce mogłby uczyć fachu ludzi, którzy pokończyli uczelnie wyższe. Wiem też, że potrzebni są ludzie z wykształceniem aby kierować tymi, którzy mają być ich rękami w robocie. Problem polega na tym, że aktualnie w naszym wspaniałym kraju ambicja zaczeła brać górę nad zdrowym rozsądkiem - teraz wszyscy chcą kierować - rządzić (a to jakby nie było jest zarezerwowane dla pewnej kadry ludzi). Teraz ludzie nie chcą być narzędziem. Stąd owczy pęd na studia. Pochodną tego są chore wymagania pracodawców. Osobiście nigdy wrażenia nie robiło na mnie posiadanie tytułu mgr - nie jest to żaden wyznacznik bycia dobrym specjalistą. Napewno jest to problem społeczny - bo za niedługo dojdzie do tego, że nie będzie rąk do pracy tylko do rządzenia.
Źródło: forum.polityka.org.pl/viewtopic.php?t=3699



Form:

Archiwum

Australia, ostatni brzeg
zaoczne technika Budowlane wroclaw
zaoczne szkoły średnie w Krakowie
zaoczne studia doktoranckie
zaoczne studia wawa
zaoczne Szkoly ... Kalisz
zaoczna psychologia UW
zaoczne studia farmaceutyczne
  • wyszukaj wiesniaczki
  • Pliki do Counter Strike
  • certified mediator
  • lodowka;do;kampera
  • wagi digi
  • grodzisk wlkp-sklepy
  • darmowe motywy do sony eriksona k300i
  • zabawki militarne
  • Szpital CSK WAM w Warszawie

  • Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza! Friedrich Nietzsche (1844 - 1900)
    Gdyby nawet Boga nie było, należało by Go wymyślić. Voltaire (właśc. Francois-Marie Arouet, 1694 - 1778)
    Egoista dobry sobie. Bilewicz Jerzy
    Gdy tygrys umiera, nie traci godności.
    Gdy jesteś szczęśliwy - nie bądź pyszny, gdy jesteś biedny - nie upokarzaj się. Kleobulos